Była sobie Portugalia - kokopelia design : kokopelia design

Była sobie Portugalia

Z wielkim wstydem wracam na bloga po wielu, wielu miesiącach od tej wyprawy. Ciśnienie w pracy, przeprowadzka, dwie delegacje do Polski… to wszystko skutecznie rozwiało moją rutynę i po drodze zabrakło czasu na bloga. Pomimo całego zamieszania, aparat zawsze miałam przy sobie  i udało mi się utrwalić parę ciekawych wspomnień. Dzisiaj zabieram Was do Portugalii!

 

 

 

Wyjazd do Portugalii był urodzinowym prezentem dla mojego Francuza (pseudonim Mnich). Zamiast inwestować w jakieś gadżety, przedmioty, pierdoły, postanowiłam podarować mu piękne wspomnienie z podróży. Myślę, że taki prezent naprawdę wzbogaca nasze życie. Sama wiem, ile drobnych upominków trafia do szafy i nigdy z nich nie korzystam, nie mam czasu, po prostu prezent nie był dopasowany ani do moich potrzeb ani do mojego stylu życia. Dlatego też ze swojej strony chciałam oferować coś cenniejszego, dlatego po długich rozważaniach wybrałam podróż- niespodziankę.  Zaprojektowałam samodzielnie w canvie mały plakat z naszymi zdjęciami i żółtym portugalskim tramwajem. Całość oprawiłam i zapakowałam a ze względu na format, Mnich do samego końca spodziewał się książki. Niespodzianka się oczywiście udała a teraz pokażę Wam parę kadrów z miasta mostów!

 

 

 

Moim przewodnikiem po mieście stała się nieoceniona Aleksandra z bloga  duze-podroze.pl. Wspólnie z Mnichem pokonywaliśmy trasy wycieczkowe, odwiedziliśmy polecane restauacje oraz wspomniane przez nią atrakce turystyczne. Nie mieliśmy ze sobą nawet mapy. Dobry blog podróżniczy okazał się doskonałym przewodnikiem!

Wpadajcie koniecznie do Aleksandry i dajcie kciuka za świetną robotę!

 

Fotograficznie mogłam się wyżyć. Porto pełne jest pięknych i totalnie wyjątkowych detali. Kolorowe kafelki, street art, małe wystawy, wspaniałe zaułki…

 

 

Sardynki w Matosinhos

 

Zgodnie z poleceniem Aleksandry na sardynki pojechaliśmy do Matosinhos. Jeśli kiedykolwiek bedziecie w okolicy, to w pierwszej kolejności zamówcie stolik w tej wspaniałej restauracji PALATO. Ryby, przystawki (warzywa gotowane w bulionie!) wino, wszystkow  atrakcyjnych cenach i niesamowitej jakości. Szczególnie polecamy grillowane sardynki (grillowane tuż przed restauracja, więc jeśli nie moja i Aleksandy rekomendacja to głodny żoładek przywiedzie Was tam!) Mam ślinotok, kiedy tylko pomyślę o tamtych potrawach!
Mają menu w wersji polskojezycznej- warto to przeczytać, wspaniałe kwiatki! #googletranslaterrzadzi

 

Mnich!

Nie wiem, nie rozumiem o co chodzi. Ale to było ogromne i piękne. 💁🏻

 

 

 

Kukamy przez uchylone drzwi

Po Porto możemy spacerować godzinami i zachwycać się wnętrzami starych aptek, retro wyposażeniem salonów fryzjerskich czy małych butików. Wkradałam się czasem z aparatem i udało mi się uchwycić pare takich prawdziwych pocztówek tego miasta, migawek z życia Portugalczyków.

 

 

 

 

 

 

Hogwart w Porto!

 

 

Hitem Porto była dla mnie oczywiście ksiegarnia Lello & Irmao. To wspaniały dwupietrowy sklep, ze wspaniałymi drewnianymi regałami i rzeźbionymi, neogotyckimi schodami, imponującymi witrażami.  Nie ma drugiej takiej księgarni na świecie. Jesteśmy oto w Hogwarcie, bo wlasnie ta księgarnia była inspiracją dla J.K. Rowling podczas tworzenia opisów Szkoły Magii i Czarodziejstwa –> czy mogłam być bardziej szczęśliwa?

Wstęp do ksiegarni jest płatny (4E które zostanie odliczone, podczas ewentualnych zakupów), a bilety dostaniemy w kasie na końcu uliczki, a nie w samej księgarni. Po wizycie w Lello & Irmao, warto przejść przez drogę i rozłożyć się na trawce lub leżaczku w Base Porto, bardzo uroczym i nowoczesnym barze, lub zejść w doł ulicą i odwiedzić wpaniały sklep z pamiątkami.

 

A teraz prawda: zapomnij o fajnej fotce, bo księgarnia jest p r z e p e ł n i o n a. Zadepczą Cię Panie!

 

 

 

 

Te detale!

 

Między rzeźbionymi regałami i rzędami książek stała właśnie taka oto stara kasa. Cudeńko.

 

Fotki z wspomnianego sklepu z pamiątkami.

 

 

 

 

Jakie jest miasto? Piękne, ale dosyć smutne. Pełne kontrastów. Od biednej i zaniedbanej dzielnicy portowej, po wystawne piękne restauracje po drugiej stronie wody. Wystarczy wejść w jedną z wąskich uliczek obok knajpek, by odkryć ubogą i opuszczoną twarz miasta. Okna zabite deskami, zasprejowane drzwi, elewacje w fatalnym stanie. Kiedy późnym wieczorem wracaliśmy po kolacji do naszego mieszkania, w starej Ribeirze, po drodze  mijaliśmy male dzieci bawiące się ciągle na schodach.

 

 

 

W wielu oknach wisi pranie :)
Czasem, sznurki z praniem przecinają wąskie uliczki i place. 

Ruina domu, po którym została tylko fasada

Urban jungle!


Street art w Porto!

 

To ta biedniejsza część miasta. Pod tym pięknym kocykiem z fioletowych kwiatów znajdują się domy ubogiej dzielnycy Porto.

Riberia

 

 

 

Jak tu czysto!

Po mieście przemieszczaliśmy się pieszo lub braliśmy metro. Po wielu latach we Francji, znając dobrze paryskie,  liońskie czy marsylskie stacje metra… zachwyciliśmy się czystością dworca! Zdaję sobie sprawę, że jest to dosyć kuriozalnu wnisoek, ale nasze miny były bezcenne. Wporównaniu z Porto, Francjo wstydź się!

 

O brudnej Marsylii pisałam już kiedyś tutaj- Dlaczego nie pojadę do Marsylii

(Tak, tam jest wiecej fajnych gifów :D )

 

Po drugiej stronie mostu

 

 

Warto wydostać się ze starego Porto do nowej części miasta, gdzie doprowadzą nas wspaniałe, wielopoziomowe mosty. To tutaj zasmakujemy znanego na całym świecie trunku Portugalii. My przeprawiliśmy się na drugą stronę mostem (wyższą częścią), ską wzieliśmy kolejkę. Zjechaliśmy do centrum młodej części Porto, a po drodze mogliśmy wyhaczyć najciekawsze sklepy, degustacje wina czy wspaniałe murale (patrz niżej!). W cenie biletu jest również degustacja Porto w okolicznym barze.

 

 

 

Mieszkanie

Nasze mieszkanko znalazłam prze Air B&B, do którego przekonała mnie Kangurzyca. Zdecydowałam się na samodzielne mieszkanie z łazienka połączoną z toaletą i otwartą kuchnią. Poczatkowo wierzyłam, żę może będziemy chcieli troszkę zaoszcędzić i choć pare posiłków przygotujemy samodzielnie. Kuchnia była kompletnie wyposażona (włacznie z naczyniami żaroodpornymi oraz nożem do sera, który mój Mnich bardzo docenił). Mieszkaliśmy w bardzo spokojnej części miasta, dosłownie 5 min od centrum, co pozowoliło nam odpocząć od gwaru ulicy, ale też spokojnie wrócić na nogach po uroczystej kolacji.

Za cały czterodniowy pobyt zapłaciłam: 144E

Jeśli szukasz noclegu przez Airbnb, będę wdzięczna jeśli przyjmiesz moje zaproszenie: noclegi w Porto z Airbnb. Ty zgarniasz 25E zniżki na pierwszy nocleg a Patison dostaje +15E na kolejny wypad :) Zapraszam wiec tutaj

 

 

Nasze mieszkanko w Porto znajdowało się na drugim piętrze tej kamienicy. Okna wychodziły idealnie na mały park z karuzelą.

 

Jedzenie

Początkowo łudziłam się, że podczas wyprawy wybierzemy się na zakupy i może coś ugotujemy, aby nieco ograniczyć wydatki. W efekcie okazało się, że miasto mostów jest bardzo tanie i „stołowanie się” po dobrych restauracjach wcale nie rozsadza nam budżetu. Mówiąc, że Porto jest tanie, patrzę z perspektywy zarobków we Francji, ale także kosztów życia tutaj. W tym kontekście Porto niesamowicie wygrywa.

 

Śniadania kosztowały nas niecałe 4E od osoby. Wyśmienity lunch czy kolacje dostaniemy już za 12E.

Takie śniadanko składające się z kawy z mlekiem, słodkiego rogala z szynką (!), małego deseru, bułki z masłem i świeżego soku z pomarańczy kosztuje w Porto… niecałe 4E. We Francji za sok zapłacilibyśmy więcej…

 

Bilety

 

Z Lyonu, gdzie mieszkamy, loty do Porto kosztują niewiele.  Za dwie osoby, w dwie strony zapłaciłam 70E. Biorąc pod uwagę, że wchodzi to w mój budżet wakacyjny, to jest to naprawdę niewielki koszt. Podróż do Marsylii lub Paryża kosztowałaby mnie znacznie więcej. Kupując bilety z wyprzedzeniem w EasyJet, możecie naprawdę zaoszczędzić sporo kasy!

Swoja drogą, wracając z Porto do Lyonu, przelatujemy nad centrum miasta. Na tym zdjęciu udało mi się uchwycić park miejski (Parc de la Tete d’Or) oraz cudowne zielonkawe jeziorko. Czasem na instagramie publikowałam zdjecia stamtąd i część Was nie wierzyła mi, że to naturalny kolor wody. Tutaj, z wysokości doskonale to widać : )

 

 

Porto było ciekawe, pyszne i dosyć tanie, jednak wspólnie z Mnichem stwierdziliśmy, że nie wyobrażamy sobie dwutygodniowego urlopu w tym mieście. Przez te 5 dni obeszliśmy sporą część miasta i zobaczyliśmy większą część atrakcji. Porto pozostanie dobrym kierunkiem na długi weekend i krótką wyprawę.

 

 

Gdzie dalej?

 

 

Teraz planuję kolejne wyprawy!

Pod koniec ubiegłego roku obeicaliśmy sobie więcej podróży. Ostatniego dnia roku kupiliśmy sporo biletów na zapas i poukładaliśmy wstępnie nasze urlopy. A więc nasza

W maju wybieramy się do przełomu Verdone. Ponownie to ja pokazuje Mnichowi Francje (tak to już jest z lokalsami!) i zabieram go na kajaki to jednego z najgłebszych kanionów Europy. W Groges du Verdone już byłam podczas mojej samotnej wyprawy po Francji- Przeklęty Sisteron i noc w schronisku nad przepaścią- Chalet de la Maline.

W czerwcu wpadniemy do Amsterdamu świętować z półrocznym poślizgiem naszą rocznice! Potem, jeśli łaskawie francuskie koleje się ogarną i zaprzestaną swój wielomiesięczny strajk, to wpadam do Paryżewa na weekend u Oli (piękną Olę zobaczycie tutaj: Paryżewo w Walentynki)

W lipcu ponownie pojawię się w Amsterdamie na szkolenie, potem część urlopu z Mnichem spędzimy w Krakowie. W międzyczasie na pewno pojedziemy na Prowansję zobaczyć lawendę oraz odwiedzić ciotkę Mnicha w klasztorze (no joke here).

Sierpniowy weekend spędzimy nad morzem śródziemnym, zwiedzając Calanques, jak zrobiłam to rok temu z Angelika- Calanques czyli śródziemnomorskie fiordy

 

Zapowiada się ciekawie!

 

Zdjęcia: Ja, Patison!