Samochodowe wycieczki i targ staroci w Lyonie
Niesamowita wolność pełna iluzji. Posiadanie auta okazało się być moim wybawieniem. Bo kiedy wszystko się pali i wali, to...
Więc kiedy naschodzi ten okres, kiedy Twoją najlepszą przyjaciółką staje się Adel a na obiad jesz lody, które zapijasz winem, przychodzi czas na interwencję. Do domu wpada ekipa, która siłą wyciąga Cię z piżamy, ładuje do samochodu i zabiera w miejsce, gdzie każde, nawet znokautowane serducho zaczyna mocniej bić. Chodźcie ze mną, przełączcie Adel na Edith Piaf i ruszamy.
Les Puces du Canal to brocante na który zabrali mnie moi znajomi. Ten pchli targ odbywa się w północnej części aglomeracji Lyonu, a dokładniej w Villeurbanne. Dzielnica ta słynie z modernistycznego osiedla oraz merostwa, które powstało na przełomie lat trzydziestych. To właśnie te wieżowce Gratte Ciel (dosłownie drapacze nieba) są pierwszymi wieżowcami, które powstały we Francji.
Zegar o średnicy 1,5m. Marzenie większości z nas.
Laski z kompasem. Już nigdy się nie zgubisz na mieście.
Evghenia twierdziła, że zmieściłaby się w środku i mogłaby zatańczyć.
Faktycznie, klatka na olbrzymią papugę mierzyła ponad 2m.
Pascaline szuka inspiracji do swojego nowego mieszkania.
Uciekając z centrum Villeurbanne, jedziemy na północny wschód, w stronę rzeki. To własnie tam, przy kanale Rodanu znajduje się największy pchli targ jaki w życiu widziałam. Kontenery, magazyny, stoiska, przyczepy i stoły. Wszystko to wypełnione meblami, lampami, biżuterią, kryształami, mundurami, hełmami, narzędziami i tysiącem innych, cudownych perełek sprzed lat. Przechadzając się między wszystkimi wspaniałymi rzeczami, możemy naprawdę dostać zawrotu głowy. Tak pięknych, tak wyjątkowych przedmiotów nigdy wcześniej nie widziałam. Nigdy w takiej ilości. Stylowe fotele czy drewniane, rzeźbione stoły- możemy je liczyć w setkach. Serce zamiera przy kolejnym pięknym naszyjniku, wspaniałej konsoli, czy kryształowych kieliszkach, które pamiętają prababcię Jacqueline.
Wystawiać się można wszędzie na różne sposoby, nawet na przyczepce.
Tak. Ja też chcę je wszystkie.
Cudeńka.
Szwendając się między handlarzami, nieustannie jesteśmy zagabywani. Większość z nich jest bardzo uprzejma i chętnie opowiada o swoich zdobyczach, zachęcając nas do zakupu. Człowiek odnosi wrażenie, ze mając książeczkę czekową bogatego Francuza, wystarczy zaledwie jeden poranek a urządzimy z łatwością cały jego zamek. Jeden poranek i dostaniemy od ręki wszystko to, czego potrzebujemy. Od dywanu, przez stare drzwi, królewskie łoże po srebrną łyżeczkę deserową i złoty guzik z lilijką. Wszystko.
Tylko gdzie ta książeczka czekowa?
I gdzie ten zamożny Francuz?
Jutro rano odbieram swoje nowe auto. Moje pierwsze autko we Francji. O 9 rano wsiadam w pociąg do Bourg en Bresse by za parę godzin wrócić już do Lyonu moim nowym autkiem. I wiecie co jest moim nowym planem na dni z Adel? Miejsca takie jak te. Pchle targi, kamienna osada Perouges i okoliczne zamki. Lyon po dwóch latach staje się za mały, a mając autko będę mogła ruszyć się gdzieś dalej. Tylko ja, moja rozdeptana żaba (czyt Micra) i mój aparat. Ale spokojnie, jedziecie ze mną, wszystko Wam przecież tutaj pokaże…
Zdjęcia: Ja, Patison.