Mieszkanie w Lyonie

Moja opowieść o podróży do Francji urwała się w pewnym momencie, wiem. Ochota na opisywanie walki z tym miastem odpłynęła, kiedy tylko pojawiła się rutyna. Rutyna w nowym miejscu to taki dziki kot, którego oswajamy codziennie, krok po kroku zachęcamy i podkarmiamy. Więc mój kot już się zadomowił, moja rutyna dotarła do mojej norki w Lyonie. Siedząc teraz na schodkach do mojego mieszkania, piję wino z ukochanego kubka z krecikiem, ćmię magicznego papierocha od Carrie i tak, wróciło natchnienie.

A zatem poszukiwanie mieszkania w Lyonie okazało się szaleństwem. Jak mówiła moja babcia „siła razy gwałt” i się udało, jednak było naprawdę koszmarnie. Pierwszy raz w Lyonie był tak trudny z wielu względów, że uciekliśmy stąd i wróciliśmy na oddalony o 40 km camping, na którym już obozowaliśmy wcześniej. Poszukiwanie mieszkania bez mieszkania to największe szaleństwo na jakie można się pokusić i my, rzecz jasna, ustawiliśmy się w kolejce na ten Rollercoaster.

Na campingu przez cały weekend lizaliśmy rany i szykowaliśmy siły na kolejne starcie z francuskim „nie dzisiaj”, „nie da się” oraz ciągle powracającym „jesteśmy we Francji i tutaj mówimy po francusku”. Pomogła nam kobieta z księgarni, która na karteczce zapisała nazwę portalu, gdzie publikowane są ogłoszenie. Urocza lok-brunetko z Part Dieu, odnajdę Cię i postawię Ci kawę.

Ale teraz o samym mieszkaniu, a właściwie o poszukiwaniu mieszkania. Większość ogłoszeń to agencje, które za pośrednictwo kasują od 350€ w górę. Prywatni ogłoszeniodawcy chcą gwarancji, depozytu i ubezpieczenia. Dlatego na dzień dobry trzeba przygotować ze cztery czynsze w gotówce, aby w ogóle móc cokolwiek wynająć. I francuski. Nie mówisz po francusku, nie wzbudzasz zaufania i nagle ogłoszenie staję się nieaktualne.

Jednak… Kto mnie zna ten wie, że jestem ogromną farciarą. Jeżeli ja nic nie umiem na kolokwium, to albo będzie banalnie proste albo w ogóle się nie odbędzie. Jeżeli akurat nie dojadę na zajęcia na UŚ (bo właśnie w Garage House próbuję zrobić chałkę albo dopadłam kolejną książkę o Kurcie Wallanderze), to wiedzcie, że prowadzącego też nie będzie i przyjechaliście po nic. Tak, właśnie tak. I będąc tutaj w Lyonie, desperacko szukając mieszkania, udało mi się znaleźć landlorda, który mówi po angielsku. Mój Montreal Men, jak go nazywam, był jedynym człowiekiem w tym mieście, który zaufał, że nie mając gwaranta (żyranta personalnego, zameldowanego we Francji, z wysokimi dochodami) mogę kulturalnie wynająć mieszkanie. Oczywiście swoje zaufanie całkiem nieźle wycenił.

Więc jestem tutaj. Mieszkam na 13 m² z moją nową, oczekiwaną koleżanką, rutyną. Jest dobrze.

  • Asia zet

    Kocham te wpisy. Więcej prosże.

  • http://loveforfrance.majakka.pl/ Iza z Love For France

    Moja przyjaciółka będąc w Lyonie na Erasmusie też kilka miesięcy szukała lokum.. śpiąc na waleta, co chwila gdzie indziej. Ja gdy ją odwiedzałam weszłam w podobny tryb waletowania (jak nigdy wcześniej, ani później) – na 8 dni pobytu spałam w 7 miejscach. Może Lyon tak ma ;)

    • http://kokopelia.pl/ Patrycja Koczwara

      Może to faktycznie bolączka tego miasta. Generalnie ilość papierów, potwierdzeń, dokumentów, które wymagane są przy operacji wynajmu nawet najmniejszej rudery jest po prostu szokująca! Kto by pomyślał, że kiedykolwiek pochwalę polską administrację :D