Fasze i vasze

Wyjechaliśmy z Alzacji pozostawiając za sobą piękne winnice i niesamowite widoki. Wjechaliśmy do Franche-Comté, czyli do  mlecznej krainy tego kraju, gdyż z pewnością nie było już tak uroczo i wdzięcznie jak w poprzednim regionie wina. Tutaj czekały na nas lasy, łąki, pola i… krowy. Setki krów.

Korzystając więc z okazji, zatrzymaliśmy się przy sklepie z lokalnymi produktami i zorganizowaliśmy sobie francuskie śniadanko! Kupiliśmy ser Comte, swojskie jajka i mleko prosto od krowy. Całość wyniosła jakoś około 7 jurków, z czego samo mleko kosztowało zaledwie jurka- z butelką!

Potem nadszedł czas na Saverne i uwaga, uwaga- zamek Haut Koenigsbourg! Była to pierwsza atrakcja, za którą płaciliśmy (6 dla studentów, 8 dla wiecznych studentów) i zdecydowanie było warto! Zamek jest ogromny, ekspozycje rozciągają się po wielu komnatach, dziedzińcach i wieżach i pomimo, że część zamku jest w trakcie renowacji, nasze zwiedzanie trwało ze 3 godziny. Bardzo magiczne miejsce, które ponownie odświeżyło mi w głowie moje marzenie z dzieciństwa, żeby w takim miejscu otworzyć prywatną szkołę…

Potem odespaliśmy na parkingu wczesną pobudkę i właściwie ponownie zapuściliśmy się w lokalne ścieżki, aby znaleźć jakieś źródeło. Udało nam się uzupełnić zapasy wody przy takim źródełku.

Po tym jak dwa razy zbłądziliśmy i wjechaliśmy na płatną autostradę (prawie 3 jurki za odcinek 5 km!) zjechaliśmy w pierwszą w prawo i… znaleźliśmy idealne miejsce. Mały park w lesie- czy mogło być lepiej? Widoczek- pierwsza klasa : )

Niestety najprawdopodobniej tutaj też zgubiłam swój zegarek z Myszką Miki, którym pochwaliłam Wam się tutaj : (
Cóż, szkoda, bo była to pamiątka z dzieciństwa- prezent od mamy na 11 urodziny…

Zdrówka dla Was!