Pierwsze wrażenia

W poniedziałek na moim nowym uniwerku odbyła się inauguracja roku. Nie mam niestety żadnych zdjęć, jednak postaram się Wam to mniej więcej opisać. Długo zastanawiałam się, czy zanudzać Was takimi prywatnymi wywodami. Wiem jednak, że dla mnie ten wyjazd wiele znaczy i może czyta to ktoś, kto myśli o Erasmusie lub o innej formie wymiany zagranicznej. Może nie jest pewny, może właśnie podejmuje decyzję. Jeżeli tak jest, moja rada jest jedna. Nie wahaj się. Jedź.

A zatem w poniedziałek o 10.00 oficjalnie rozpoczął się rok akademicki na moim nowym uniwersytecie, Sciences Po Lyon, którego zdjęcie wklejam poniżej. Impreza rozpoczęła się od kilku krótkich wystąpień profesorów, którzy prowadzą na Sciences Po zajęcia dla studentów zagranicznych. Potem mikrofon przejął szef biura ds. obsługi studentów zagranicznych. Przez trzy godziny czułam się trochę jak na tureckim kazaniu, bo całość prowadzona była w języku francuskim. Czasami tylko pojawiały się wtrącenia po angielsku, kiedy akcentowane były najważniejsze informację i zasady, które nas zobowiązują. Potem nastąpiła przerwa, podczas której cały rok zaproszony został na… cocktail party. Tak, dokładnie tak. Uczelnia zorganizowała suty poczęstunek dla nowych studentów i wszyscy razem (studenci, kadra i obsługa biura) wspólnie spędzili dwie godziny bez skrępowania poznając się i pytając o wszystkie kwestie związane ze studiami. Pozostaje powiedzieć łał.

Jeżeli chodzi o moje akademickie towarzystwo to przeważają Amerykanie, Włosi i Chińczycy. Właściwie tak grupa stanowi jakieś 70% studentów zagranicznych. Byłam jedyną Polką, ale poznałam jeszcze parę osób z Litwy i Estonii, więc w grupie 7 osób reprezentujemy tę część Europy. Przy okazji też dowiedziałam się, że wysokość naszych stypendiów nie jest jednakowa. Litwini dostają aż 550 €, czyli o 150€ więcej niż polscy studenci! Okazało się jednak, że niektórzy mają jeszcze gorzej. Włosi bowiem otrzymują zaledwie 230 €. Cóż, z 400 jurkami ciężko sobie poradzić w kraju, w którym wszystko jest przynajmniej po trzykroć droższe. Litewscy studenci mają zatem ułatwione zadanie.

Żeby nasza integracja nie skończyła się na oficjalnej imprezie, grupa Melting Sciences Pot zorganizowała kolejne spotkanie. O 20 spotkaliśmy się ponownie w mniejszym gronie przed uniwerkiem i po zaopatrzeniu się w alkohol, wyruszyliśmy na podbój miasta. Na miejsce imprezy wybraliśmy schody przy rzece, gdyż wybór baru dla 70 osób mógłby okazać się zbyt problematyczny.

W tym samym miejscu imprezowało chyba z 300 osób. Ogromne, szerokie schody nad rzeką okazały się miejscem akademickich spotkań i imprez. Żadnego problemu z piciem alkoholu w miejscu publicznym, tutaj nikt się tym nie przejmuje. Tak więc na schodach przy rzece odbywało się przynajmniej 7 różnych imprez, śpiewy, muzyka, alkohol, różne narodowości i języki. Wszyscy przyszliśmy jednak tutaj w tym samym celu.

By uczcić poniedziałek.

  • Kamila Zajas

    Do chwili przeczytania tego wpisu wahałam się nad wyjazdem na Erasmusa. Teraz nie mam wątpliwości. Dzięki wielkie!

    • Patrycja Koczwara

      I o to chodzi!

  • Krzysztof Juszcze

    Doskonale to słyszeć! Życzę Ci powodzonka tam w Lyonie. Nie zapomnij tylko żeby wrócić do kraju i skrytykować coś bez ogródek ;)

    PS. Pola też trzyma kciuki, a co! ;)

    K.J.

    • Patrycja Koczwara

      Jeszcze zatęsknisz za moją krytyką!
      A poza tym… szukajcie sobie starosty! Sasasasasa.