Domek w Portbail - kokopelia design : kokopelia design

Domek w Portbail


Normandia słynie z deszczowych, szarych dni, jednak… nie tym razem. Szczęściarą jestem ogromną, o czym już nieraz tutaj trąbiłam. Kiedy wspominałam moim znajomym i sąsiadom, że wyjeżdżamy na północ, że w planach jest wybrzeże Normandiii i troszke Bretanii, wszyscy mówili, że powinnam wyposażyć się w pelerynę, parasol i gumiaki. Mówi się, że Normandia słynie z 360 deszczowych dni w roku. Ja, dziecko szczęścia, trafiłam najprawdopodobniej na te parę dni bezdeszczowej a nawet słonecznej pogody.


Po kilku dniach w Paryżu, wynajęliśmy auto i ruszyliśmy na północ. Trasę Paryż- Lisieux- Caen – Portbail pokonaliśmy w Fordem Ka, który kosztował nas 20 jurków za dzień. Po 5 godzinach jazdy dotarliśmy do celu- domku w Portbail.

Portbail to urocze, portowe miasteczko. Średnią wieku tego miejsca możemy poznać bardzo łatwo. Wystarczy udać się do pobliskiej piekarni i zobaczymy jakie śliwieczki mieszkańcy Portbail zapalają na torcie urodzinowym : )

Pierwszego dnia w Portbail nie mogłam się powstrzymać i musieliśmy pokonać wydmę i zobaczyć morze, potaplać buta, znaleźć muszelkę. Jednak moje wschodnioeuropejskie, południowo bałtyckie  wyobrażenia okazały się, lekko mówiąc, niewłaściwe : )

 

Podczas odpływu, morze oddalone jest o jakieś 300m od brzegu. Ta mokra tafla piasku już za parę godzin będzie głęboką, niespokojną wodą, która rozbija się o wydmy  i skaliste klify w Portbail. Pomimo, że sam profesor Buczek uczył mnie o odpływach, przypływach i wpływie księżyca, to chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę jakie to niesamowite widzieć rozległe (i lekko przerażające) pola szarozielonych łąk, które już za kilka godzin są już zalane spienioną wodą.

Ja dziecko z bloku, z ekscytacją słuchałam opowieści o sąsiadach znajomych, znajomych sąsiadów, którzy zginęli na plaży, gdyż zlekceważyli lub zapomnieli o przypływie i woda otoczyła ich na skałach. To, że żyje się tutaj zgodnie z kalendarzem przypływów i odpływów (kalendarz taki dostępny jest w lokalnym biurze turystycznym a godziny zobaczymy też na elektronicznych wyświetlaczach w centrum) strasznie mi się spodobało, więc cała nasza ekipa musiała iść ze mną na plażę lub most przynajmniej 3 razy dziennie, gdyż Patison nie mogła się nacieszyć widokiem pustego lub zalanego portu : )

Aby dotrzeć do morza trzeba pokonać klif, piaszczystą plażę, błotniste pasmo pełne bąbelków, które służą za schronienie wszystkim wodnym robalom, potem warstwę wodorostów i alg, by na końcu dotrzeć do skał,  które pokryte są muszelkami i wodną roślinnością. Tutaj zaczyna się niezbyt bezpieczna część wyprawy „nad morze”. Rośliny porastające skalisty brzeg są bardzo, bardzo śliskie. Patison vel maladroit, lub jak ja sama wolę malagoche (kocham kalki językowe <3) ciągle słyszała tylko: „please do not fall, please, be carefull, its really dangerous”. Na szczęście udało mi się bez większych szkód pokonać kilka koryt i dolinek zalanych słoną wodą i… tak, mogłam potaplać sobie buta w morzu. Tylko po co, skoro już i tak jestem mokra do kolana?  : )

Tak, gdzieś tam za tą niekończącą się linią skał, wody i alg, znajduje się morze.

W trakcie wyprawy „nad morze” bo trwała ona ponad godzinę, natknęliśmy się na całe rodziny wyposażone w specjalne buty, haki, grabki i wiadra- wszystko po to, aby wieczorem zjeść świeżo złapane kraby.

Praktykowaliśmy bieganie po dolinach zalanych wodą, spróbowaliśmy nawet wersji na barana, gdyż jakoś byłam pewna, że woda będzie lodowata. Filmik kiedy biegniemy przez takie właśnie morskie kałuże XXL jest chyba jednym z najfajniejszych nagrań jakie aktualnie posiadam w swojej kolekcji :) Pod koniec semestru zaszyję się w norce na tydzień o winie i serze i stworzę swój filmik z mojego Erasmusa we Francji :) So stej tjund!

Tak właśnie wyglądały nasze buty  po wycieczce „nad morze” :) Moje buty Batowce, bez których nie przetrwałabym nawet miesiąca w kraju żabojadów <3!

Zdrówka dla Was, już z Lyonu, z nowego mieszkania!

Zdjęcia: Ja, Patison!

PS. Nie wiem, nie rozumiem, nie ogarniam dlaczego pierwszym proponowanym wpisem na dole jest temat toaletowy?! : ) To chyba wpływ wilgotnej aury z północy!